O mnie | Co nowego | Najbliższy koncert | Publikacje| Koncerty | Słuchacze mówią | Co wynika z myślenia| Msza za Srebrenicę | Archiwum | Napisz do mnie |


Niebezpieczeństwo związane z podążaniem za autorytetem nie wynika z charakteru tego autorytetu, ale z faktu, iż człowiek, zwalniający siebie z dokonywania trudnych wyborów i brania za nie odpowiedzialności, rezygnuje też z samodzielnego myślenia, zabija w sobie krytyczny umysł - pozwala, by ktoś myślał za niego, hamując tym samym własny rozwój.



Tekst ukazał się w nieistniejącym już internetowym dzienniku informacyjnym "Super-Nowa".



Autorytet i odpowiedzialność



24 listopada 2004 roku, w Centrum Kultury Łowicka, odbyło się spotkanie na temat autorytetów. Prowadziła je Teresa Torańska, pisząca m.in. dla "Gazety Wyborczej". Nazwiska gości zwiastowały już, że dyskusja będzie poważna, a na temat autorytetów autorytatywnie wypowiedzą się autorytety. Gośćmi tymi byli: profesor Barbara Skarga - filozof, autor książek takich jak: "Narodziny polskiego pozytywizmu", "Kłopoty z intelektem" czy "Po wyzwoleniu (1944-1956), = publikacji, zawierającej wspomnienia autorki z sowieckich łagrów; Halina Bortnowska - publicystka m.in. "Tygodnika Powszechnego" i "Gazety Wyborczej", działaczka społeczna, animatorka warsztatów dziennikarskich dla licealistów i studentów; profesor Edmund Wnuk-Lipiński - socjolog, politolog, autor m.in. książki "Granice wolności" oraz Janina Ochojska - założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej. Teresa Torańska przedstawiła zaproszonych i rozpoczęła dyskusję. Na jej wstępie stwierdziła, że - szukając w internecie czegoś na temat autorytetów - natrafiła na firmę o nazwie Autorytet. Z jej wypowiedzi pobrzmiewało zdziwienie, że firma (choć był to zespół rzeczoznawców, którzy - jak pomyślałam - najwyraźniej uznawali siebie za autorytety) przybrała właśnie taką nazwę. Firmie Autorytet postanowiła przeciwstawić autorytet prawdziwy (niekomercyjny), słowo, wywodzące się od łacińskiego wyrazu "powaga". Który autorytet jest jednak prawdziwy? Czy są również autorytety fałszywe? A może w ogóle nie warto polegać na autorytetach? Czemu zatem ludzie ich szukają? Te frapujące pytania sprawiły, że dyskusja między zaproszonymi szybko się rozwinęła i wyglądała jak prawdziwa wymiana poglądów, a nie jak następujące jedne po drugich wypowiedzi kolejnych prelegentów. To uczyniło ją interesującą.
Po co więc ludzie szukają autorytetów? Żeby samemu nie brać na siebie odpowiedzialności za wszystkie podejmowane decyzje, dokonywane wybory, za swoją drogę życiową. Polegam na autorytecie, skoro więc on tak postępuje lub skoro by tak postąpił, gdyby... to ja nie muszę już się zastanawiać, mogę zrobić tak samo. Czy jednak tak powinno być?
Halina Bortnowska powiedziała, że dobrze jest mieć autorytety, ważne, by były to autorytety, które sami wybieramy. Trzeba zawsze przyglądać się czy nie są one narzucone z góry (np. od dzieciństwa). Bezmyślne przyjmowanie i opieranie się na autorytetach, które kiedyś ktoś nam narzucił prowadzi do tego, że człowiek nie potrafi samodzielnie i dojrzale pokierować własnym życiem. Podjęcie refleksji nad autorytetem własnych autorytetów jest zatem konieczne, aby móc się rozwijać.
Szczególnie ciekawą opinię wyraziła profesor Barbara Skarga. Jej zdaniem autorytety nie są potrzebne do życia, a często bywają wręcz niebezpieczne. Wiem to, bo dużo już widziałam - mówi pani profesor. Człowiek, który idzie za autorytetem, nie dokonuje wolnych wyborów i nie bierze za nie odpowiedzialności. Przykładami autorytetów, które okazały się najbardziej groźne, byli okrutni przywódcy, jak Hitler czy Stalin, którzy przecież pociągnęli za sobą masy ludzi. Ludzie ci nie tylko nie brali odpowiedzialności za decyzje podjęte pod wpływem tych autorytetów, ale też często sądzili, że złu, które się dzieje, te autorytety nie są winne. To prawda, że jest źle, popełniane są zbrodnie - mówiło wielu w Związku Radzieckim, ale z pewnością Stalin o tym nie wie. Gdyby wiedział, na pewno by to ukrócił. Taka opinia do dziś popularna jest w Rosji i państwach postsowieckich. Autorytety w rodzaju Hitlera i Stalina to - zdaniem mówców - autorytety fałszywe. Tak - odpowiada profesor Skarga, ale zawsze to autorytety. Według niej niebezpieczeństwo związane z podążaniem za autorytetem nie wynika z charakteru tego autorytetu, ale z faktu, iż człowiek, zwalniający siebie z dokonywania trudnych wyborów i brania za nie odpowiedzialności, rezygnuje też z samodzielnego myślenia, zabija w sobie krytyczny umysł - pozwala, by ktoś myślał za niego, hamując tym samym własny rozwój. W głębi serca czuję, że pani profesor ma rację. Jak często ludzie w sposób bezrefleksyjny powtarzają czyjeś słowa, z którymi - jak twierdzą - całkowicie się utożsamiają, ale po dłuższej rozmowie widać, że wcale się nad nimi nie zastanawiali, przyjęli je raczej jako prawdę do wierzenia.
Rozmówcy nadal krążą wokół autorytetów Charyzmatycznych, którymi przecież nie tylko byli Hitler i Stalin. Nie każdy autorytet charyzmatyczny jest fałszywy, ale za każdym mogą podążać bezrefleksyjne tłumy. Myślę o autorytecie Jana Pawła II. Tak wielu go kochało, podziwiało, ale kto zna jego nauczanie? Niektóre zdania Ojca Świętego przyjmowane były jak aksjomat: "tak myślę, bo tak powiedział papież". Dlaczego papież tak powiedział? Co go do tego skłoniło? - nad tym nie warto się zastanawiać. Nie podważam autorytetu papieża; wiem natomiast, że tylko człowiek o krytycznym umyśle, który ma wątpliwości, drąży, szuka, może poznać i zrozumieć jego nauczanie. Sądzę, że papież wolał tych, którzy nie zgadzali się z nim, ale szczerze szukali prawdy i byli otwarci na dyskusję, a zatem i na zmianę przekonań niż tych, którzy bezmyślnie szli za nim i przyklaskiwali wszystkim jego słowom, w ogóle ich nie słysząc. Może taki jest właśnie prawdziwy autorytet?
Autorytety charyzmatyczne i zarazem fałszywe posiadają najczęściej osobowość autorytarną. Profesor Wnuk-Lipiński - socjolog, a zatem ekspert (czy autorytet?) w tej dziedzinie mówi, że osobowość autorytarna to taka, która - pociągając za sobą tłumy - sama też nie bierze całkowitej odpowiedzialności za swoje czyny i czyny tych, którzy za nią idą. Zawsze zwala tę odpowiedzialność na kogoś kto jest wyżej. Hitler - najwyższy przywódca, wydawałoby się - władca absolutny, który nikogo nie słucha, miał przy sobie wróżbitów i na ich zdaniu opierał swoje działania, ich czynił odpowiedzialnymi. Ale osobowości autorytarne to nie tylko dyktatorzy. To wszelkiej maści despoci, którzy - w codziennym życiu - narzucając swą wolę innym, nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności.
Rozmówcy dopuszczają do dyskusji słuchaczy. Chętnych jest wielu. Każdy ma swoje zdanie na temat autorytetów. Jeden z nich mówi, że nie ma sensu rozmawiać o Hitlerze i Stalinie, należy mówić o sytuacji w naszym kraju. Dziś ludzie są bardzo pogubieni. Wiele autorytetów upadło, a nowych nie ma; nie wiadomo za kim iść, kogo słuchać. Czy aż tak ważne są te autorytety? Czy ludzie rzeczywiście muszą iść za kimś, nie mogą myśleć samodzielnie - zastanawiam się. Okazuje się, że tak. Tak przynajmniej twierdzi słuchacz, dla którego brak autorytetów to tragedia, a nie okazja, by wreszcie samemu ruszyć głową.
Jakie autorytety mieli nasi goście? Dla Janiny Ochojskiej byli nimi Jerzy Turowicz i ksiądz Józef Tischner. Zgadzają się z nią Halina Bortnowska i Teresa Torańska. Niektórzy słuchacze mają jednak inne zdanie na ich temat.
Wielkość autorytetu - zdaniem prelegentów - mierzy się tym czy przy nim mogą wyrosnąć inni równie wielcy, a nawet przewyższający go, czy też uczniowie, ludzie wzorujący się na nim pozostaną zawsze w cieniu mistrza. Innymi słowy: istotne jest czy autorytet jest jak drzewo, które rzuca swój cień na rosnące obok, czy przeciwnie - pozwala innym rosnąć wokół siebie, rozpościerać gałęzie, wyrastać ponad. Rozmówcy znają profesorów (nie wymieniają ich z nazwiska), którzy rzucają cień na uczniów, przy których nie rozwinie się nikt naprawdę wybitny. Znają jednak i takich ludzi (nie tylko profesorów, ale też mistrzów w wielu dziedzinach), którzy dbają o rozwój swoich latorośli, pozwalają im wybić się i zakwitnąć. Do tych drugich niewątpliwie należy profesor Barbara Skarga. Ona nie chce być autorytetem. Mówi, że zachęca swoich studentów do sprzeciwu, prosi ich wręcz, aby ją krytykowali, aby podważali jej poglądy. Przecież tylko w taki sposób - stwierdza - mogą się nauczyć naprawdę samodzielnie myśleć i dojrzale wybierać. Ale taka postawa - myślę - na pewno budzi u studentów wielki szacunek. Świadomość, że można bez lęku przeciwstawić się profesorowi pozwala im wyciągać wnioski, odważnie się wypowiadać, daje możliwość rozwoju i bycia sobą. Czy nie taki powinien być autorytet? Halina Bortnowska wspomina, że Jerzy Turowicz był również takim mistrzem; chciał, żeby młodzi dziennikarze czytali jego teksty i oczekiwał z ich strony krytycznych uwag. Podobnie ksiądz Tischner - wolał raczej, dyskutować niż otrzymywać oklaski. Ale i sama Pani Bortnowska wie coś na ten temat z własnego doświadczenia. Jako animator warsztatów dziennikarskich dla młodzieży jest dla swych uczniów autorytetem: wprowadzając ich w tajniki dziennikarskiego kunsztu, przekazuje im również swą mądrość życiową, zdobytą w trakcie wieloletniej pracy wśród ludzi i z ludźmi. Nie chce jednak, by wychowankowie ślepo podążali jej śladem. W pewnym momencie - mówi - kura musi puścić kaczęta do wody, a sama pozostać na brzegu; musi, choć siedząc na brzegu, bardzo cierpi, bo przecież kaczęta mogą się utopić.
Barbara Skarga trwa jednak nieugięcie przy swym zdaniu. Według niej w samym słowie "autorytet" tkwi już groźba. Teresa Torańska wywiodła "autorytet" od łacińskiej "powagi", profesor Skarga rdzeń tego słowa wywodzi z wyrazu "podporządkowanie", a podporządkowanie - jej zdaniem - jest zawsze czymś złym Nie należy - mówi - mylić autorytetu z uznaniem czyjegoś talentu, czyjejś wielkości. Pozostali mówcy nie widzą jednak nic złego w pojęciu autorytetu, byle tylko rozumieć je tak jak trzeba. Zdaniem Edmunda Wnuka-Lipińskiego prawdziwy autorytet nie może być bezwzględny, musi dotyczyć konkretnej dziedziny. W socjologii, którą zajmuje się zawodowo, autorytetem był dla niego Stanisław Ossowski i pozostał nim do dziś. Koncepcja autorytetu-eksperta wydaje mi się sensowna. Zakłada ona przecież, że człowiek, na którego opinii warto się oprzeć w danej dziedzinie, a co najmniej - jak wolałaby zapewne powiedzieć profesor Skarga - którego opinię warto wziąć pod uwagę, w innych kwestiach nie tylko może się mylić, ale może być kompletnym ignorantem. Nie jest przecież wszechwiedzący. Ponieważ jednak autorytet to często nie to samo co ekspert (bo autorytetem bywa polityk, duchowny oraz ludzie różnych profesji, których ceni się nie tyle za ich wiedzę, co za ich osobowość), warto zastanawiać się nad jego kompetencjami. Jeden z słuchaczy podaje przykład Witolda Lutosławskiego, którego uważa za autorytet nie dlatego, że był znakomitym kompozytorem, lecz ze względu na jego cechy jako człowieka.
Rozmówcy zgodnie podkreślili, że autorytet - jakikolwiek - buduje się długo, ale upada bardzo szybko. Potwierdził to głos słuchacza, który opowiedział o swoim profesorze, uważanym przez studentów za autorytet. Cenili jego opinie, szanowali go jako człowieka. Profesor ów poparł jednak stan wojenny i wtedy autorytet upadł. Naukowiec wielokrotnie wypowiadał się jednoznacznie po stronie tych, którzy przejęli władzę trzynastego grudnia. Z dnia na dzień z człowieka lubianego i poważanego stał się dla studentów znienawidzonym profesorem. Nie mogli mu wybaczyć tego co zrobił. Po wielu latach naukowiec ten stwierdził, że postąpił słusznie, bo takie były jego przekonania. Autorytet stracił jednak bezpowrotnie.
Halina Bortnowska wspomina, że jako wolontariuszka w hospicjum - prekursor opieki paliatywnej w naszym kraju - była wielokrotnie pytana o różne kwestie, niezwiązane z jej kompetencjami i pytający wyraźnie polegali na jej opinii. To wielka odpowiedzialność - stwierdza.
O odpowiedzialności mówi też Janina Ochojska. Ktoś z słuchaczy zapytał ją dlaczego wybrała drogę pomocy ludziom poprzez akcje humanitarne. To nie był mój wybór - odpowiedziała. Pojechałam raz z konwojem francuskiej organizacji do Sarajewa i okazało się, że jest wielka potrzeba, aby wysyłać konwoje z Polski. Musiałam wziąć odpowiedzialność za organizację konwojów i za całą akcję. I tak to się zaczęło. To prawda - myślę, że sprawy tak się potoczyły, iż Ochojska mogła czuć się zmuszona do działania, ale przecież miała również możliwość, aby się wycofać, był to zatem jej wybór. Janina Ochojska zdaje sobie sprawę, że jest autorytetem. Co dla niej z tego wynika? Na przykład - że nie wszystko jej wolno. Nie mogę - powiedzmy - pić z kolegami piwa w pubie i głośno się zachowywać - mówi. Wolę to zrobić w domu. Ale dzięki swemu autorytetowi może ona więcej zrobić dla ludzi, którym pomaga. Ludzie dają jej pieniądze, bo wierzą, że przeznaczy je na dobre cele. Z autorytetem wiąże się jednak - jej zdaniem - poczucie obowiązku i odpowiedzialności. Ale odpowiedzialność - podkreśla - nie należy tylko do osób powszechnie poważanych. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wszystkich ludzi - stwierdza, wszyscy możemy zmieniać świat. Jeżeli uznamy Czeczeńców za terrorystów, to pozwolimy, aby bezkarnie ich mordowano, ale jeśli przyjmiemy, że są to przede wszystkim ludzie, którzy potrzebują pomocy, to ich położenie może się zmienić. Dlaczego nie wiemy nic o losie uchodźców w Sudanie? - pyta. Może dlatego, że nie czujemy się za nich odpowiedzialni, nie wierzymy, że ich sytuacja może zmienić się również dzięki naszym działaniom.
Ze słów Janiny Ochojskiej wynika, że odpowiedzialność należy jednak do każdego z nas, że nie powinniśmy jej zrzucać na żaden autorytet. Co z tego, że podejmiemy decyzję pod wpływem tego co powiedział nasz autorytet? Co z tego, że podejmiemy ją nawet bezrefleksyjnie? Czy przestaje to być nasza decyzja? Czy to nie my bierzemy za nią odpowiedzialność?



Katarzyna Szczepanek



Copyright 2006-2009 Katarzyna Szczepanek