
O mnie |
Co nowego |
Najbliższy koncert |
Publikacje|
Koncerty |
Słuchacze mówią |
Co wynika z myślenia|
Msza za Srebrenicę |
Archiwum |
Napisz do mnie |
Tekst ukazał się w tygodniku "Niedziela" z 6 listopada 2005 roku. Giną ludzieW chwili kiedy przy kolacji Bronisz niedorzecznych racji, Żal za głupstwem topiąc w wódzie - Giną ludzie. [...] Giną ludzie, gdy głosujesz Za spokojem i próbujesz bunt sumienia zbyć doktryną - Obcy giną. To cytat z utworu Mirosława Czyżykiewicza "Piosenka o Bośni (giną ludzie)". Słowa Josif Brodski, w przekładzie Romana Kołakowskiego. Ale ludzie naprawdę giną! Media zasypują nas informacjami o śmierci innych. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że ktoś gdzieś ginie. "Śmierci nie znamy osobiście, jak dotąd - umierali inni." - śpiewa Jacek Kaczmarski. W innej piosence dodaje: "Znów ktoś za mnie umarł". Klęska, katastrofa, wojna mogła dotknąć również nas, ale kolejny raz nas ominęła. Czy zdajemy sobie sprawę, że naprawdę mogła nas dotknąć? A może myślimy, iż tak musi być, że "umierają inni"? Z letargu wyrywają nas czasem informacje o zamachach terrorystycznych w krajach, w których nie są one codziennością. To może spotkać także nas! - niechciana myśl kołacze się w głowie, wywołując niepokój. Ale jaki my mamy na to wpływ? Żaden. Z rezygnacją, wynikającą z przeświadczenia, że i tak nic się nie da zrobić, zapadamy ponownie w półsen, z jednym lekko otwartym okiem, tępo wpatrzonym w szklany ekran, na którym ciągle leje się krew. Zeszłoroczna katastrofa w Azji zbudziła nas na chwilę z omdlenia. Na chwilę. Przerażające obrazy, na które trudno spokojnie patrzeć, informacje o walających się po ziemi niezliczonych szczątkach ludzkich, powtarzane jak reklama świetnego serialu czy proszku do prania przez media, którym udało się zdobyć dobry materiał ... wszystko to musi - u człowieka, niezobojętniałego do końca na świat wokoło, wzbudzać jakąś reakcję. Jaką? Słuchając wówczas informacji o sytuacji w Indonezji, gdzie bez domu zostało niemal milion osób, a możliwa różnica między podawaną i rzeczywistą liczbą zabitych sięga dziesiątek tysięcy, zastanawiałam się, jaka powinna być reakcja człowieka wrażliwego, który czuje coś więcej poza satysfakcją, że "umierają inni". To było rok temu. W międzyczasie słyszeliśmy o innych katastrofach, klęskach, zamachach. Ofiar było mniej, więc i media poświęciły im mniej miejsca na antenie czy papierze (no może poza huraganem w Nowym Orleanie i zamachami w Londynie, które wydarzyły się dziwnie blisko nas). Początek października przyniósł jednak nowe niepokojące wieści z Azji: zatrzęsła się ziemia, ofiary znów liczone są w dziesiątkach tysięcy. Nie wiemy, ile potrwa zainteresowanie mediów tym w końcu dalekim rejonem świata, gdzie Indie mylą się nam z Indonezją, a Pakistan i Afganistan to w zasadzie to samo. Mniejsza o wiedzę. Ale co z naszą reakcją na te wydarzenia? Jak reagujemy? Jak powinniśmy reagować? Nie chcę się tu koncentrować na działaniach, jakie podejmujemy; na ofiarach pieniężnych czy rzeczowych, które dajemy potrzebującym i na tym, jak czujemy się w roli dawców czy dobroczyńców. Pragnę skupić się na naszych sposobach reagowania w sytuacjach, w których - chcemy czy nie - stajemy bezradni wobec tragedii innych. Gdy obserwuję ludzi, dostrzegam trzy sposoby reagowania na pełne grozy wieści ze świata. Bezradny działaczPierwszy można by streścić w słowach: "Nic nie mogę zrobić, więc nie warto się tym przejmować". To reakcja działacza, któremu wydaje się, że może zbawiać świat, że dźwiga go na swoich barkach i jest w stanie w dowolny sposób go zmieniać. Skoro tu nie może nic zdziałać, skoro natyka się na własną bezradność, pragnie zrzucić z siebie czym prędzej to ciążące mu brzemię, aby przypadkiem nie musiał przyznać się do swojej słabości i niemożności. Niesłychana pycha, ukryta w takim myśleniu człowieka, który ze zdumieniem spostrzega, że nie jest "bogiem wszechmogącym", nie wiele ma wspólnego z wrażliwością i empatią. UcieczkaDrugi sposób reagowania to przerażenie i ucieczka. Widz, słuchacz, przytłoczony nadmiarem grozy, która go przeraża, nie może sobie z tym poradzić; a bojąc się, by ciężar tych strasznych rzeczy nie przygniótł go całkowicie, ucieka: nie chce widzieć, nie chce słyszeć, nie chce wiedzieć - zagłusza swoje sumienie. Jego reakcja wynika nie tyle z lęku przed obnażeniem własnej słabości, co z obawy, że przygniatająca świadomość nieszczęścia innych uniemożliwi mu normalne życie. Ekscytacja zwana współczuciemTrzecia wreszcie forma reagowania to dziwna ekscytacja tego rodzaju wiadomościami. Człowiek daje się ponieść medialnemu szaleństwu, przełącza z programu na program, z pełnym zaangażowaniem wszystkich zmysłów. Powtarza co chwilę, że trudno mu tego słuchać, że nie może na to patrzeć, ale czeka w podnieceniu na kolejne informacje, jak na wieści o wynikach sportowych ulubionej drużyny. Taką postawę doskonale opisuje cytowany już Jacek Kaczmarski: "Błogosławię zło na ekranie niebieskim, Sądzę, że postawy te wynikają z naszych codziennych sposobów reagowania na problemy innych, którymi próbują się oni z nami podzielić. W końcu napotkany człowiek dotknięty nieszczęściem czy tysiące zabitych przez żywioł lub innych ludzi, to w istocie to samo: problem, któremu nie możemy zaradzić. W zamianA może spróbować inaczej: może zamiast zniechęcać się własną bezradnością, przerażać się i uciekać od złych wieści i od swego sumienia lub popadać w ekscytację czyimś nieszczęściem, nazywając ją mylnie współczuciem, lepiej podjąć refleksję. To trudniejsze, ale bardziej godne człowieka, uważającego innych za bliźnich. Nie mogę nic zrobić, ale ludzka tragedia nie staje mi się przez to obojętna. Przeraża mnie ogrom nieszczęścia, ale mnie nie powala, więc nie uciekam od głosu sumienia. Nie czekam na kolejne wiadomości z frontu walki życia ze śmiercią, ale nie odwracam głowy, nie zamykam oczu, nie zatykam uszu, gdy takie informacje do mnie docierają. I nie jest mi wszystko jedno, że sąsiad obok cierpi, że tysiące nieznanych mi ludzi w tej chwili traci dobytek lub życie. Nie mam gotowej odpowiedzi na pytanie: "Dlaczego?", nie pragnę znaleźć jej za wszelką cenę, bo wiem, że to nie jest możliwe. Nie przestaję jednak się zastanawiać - nie wyrzucam z serca niepokoju. Mimo mojej słabości i lęku, pozwalam sumieniu się wypowiedzieć, nie próbuję "zbyć go doktryną". Katarzyna Szczepanek |