O mnie | Co nowego | Najbliższy koncert | Publikacje| Koncerty | Słuchacze mówią | Co wynika z myślenia| Msza za Srebrenicę | Archiwum | Napisz do mnie |


Dla mieszkańców Europy zachodniej pojawienie się wątku praw człowieka w myśli i działaniu zwierzchnika kościoła katolickiego było nowością i zaskoczeniem. Prawa człowieka identyfikowano dotychczas z rewolucją francuską, a zatem z ruchem, którego ostrze było skierowane nie tylko przeciw despotycznym władcom, ale i przeciw kościołowi. Kościół kojarzony był z instytucją represyjną, broniącą raczej praw rządzących, a nie rządzonych.



Tekst jest relacją z wykładu, który odbył się 16 października 2004 roku, w klasztorze Ojców Dominikanów, przy ulicy Freta 10 w Warszawie, w ramach comiesięcznych spotkań z cyklu: "Dominikańska Szkoła Wiary". Ukazał się w nieistniejącym już internetowym dzienniku informacyjnym "Super-Nowa".



Poznacie prawdę



Dominikańska Szkoła Wiary to spotkania, podczas których prelegenci, należący najczęściej do zakonu Dominikanów, omawiają różne aspekty chrześcijaństwa. Tym razem (dokładnie w 26 rocznicę wyboru Karola Wojtyły na urząd głowy Kościoła Katolickiego) ojciec Maciej Zięba starał się przybliżyć słuchaczom jego nauczanie. Temat wykładu brzmiał: "Jan Paweł II tylko dla orłów? Wstęp do nauczania papieskiego"?
Zapowiedziany temat nie wydał mi się zbyt ciekawy: cóż można jeszcze powiedzieć o nauczaniu papieża? Przecież właściwie wszystko wiemy: papież jest przeciwko aborcji, eutanazji, których aprobatę nazywa "kulturą śmierci", opowiada się za dialogiem i ekumenizmem, a jednocześnie stoi na stanowisku, że pełnia prawdy i Objawienia jest w Kościele Katolickim, broni słabszych, wyzyskiwanych, ale nie akceptuje socjalizmu itd. Po rozmowach z ludźmi, którzy przyszli, a także z tymi, którzy bywają na spotkaniach, a tym razem się nie pojawili, wywnioskowałam, że oni również mieli takie odczucia. Zdecydowałam jednak, że pójdę, bo jest przecież szansa, że dowiem się czegoś nowego. Może prelegent poruszy jakąś ważną, małoznaną kwestię i potem będę żałować, że straciłam coś istotnego. Nie zawiodłam się.
Ojciec Maciej Zięba - ekspert w dziedzinie nauczania papieża - starał się pokazać nam osobę i myśl Ojca Świętego na tle sytuacji w Kościele Powszechnym po II Soborze Watykańskim. Pod koniec lat siedemdziesiątych - mówił prelegent - kościół rozpływał się. Sobór wzbudził z jednej strony wielkie nadzieje na daleko idące zmiany, z drugiej - niechęć i ostrą reakcję kręgów zachowawczych, przez które uważany był niemal za zerwanie z tradycją dwóch tysięcy lat. W kościele miały zatem miejsce dwie rewolucje: jedna, której zwolennicy - kładący szczególny nacisk na ekumenizm - Dążyli do połączenia z kościołami protestanckimi i zniwelowania różnic, jakie ich dzieliły oraz druga - konserwatywna - odcinająca się od wszelkich zmian, które przyniósł sobór. Papież Paweł VI - poprzednik Jana Pawła II - był człowiekiem o miękkim sercu: dobrym, mądrym, ale niezdolnym do podjęcia stanowczych kroków zarówno przeciwko jednym, jak i drugim. Jan Paweł II pojawił się więc w samą porę. Pod jego rządami kościół na nowo się zintegrował. Papież poddał zdecydowanej krytyce tak stanowisko konserwatystów, jak i tych, którzy chcieli zatrzeć różnice między katolicyzmem a protestantyzmem, ulegając wpływom strony protestanckiej. Nieposłuszeństwo arcybiskupa Lefebvre, który - bez zgody papieża - wyświęcił kilku biskupów, stało się bezpośrednią przyczyną ekskomuniki, nałożonej na niego i jego zwolenników. Jednocześnie teologom i duchownym, którzy zaczęli głosić nauki sprzeczne z doktryną katolicką, zbliżając się w ten sposób do protestantów, papież zakazał prezentowania własnych poglądów w kościele i w imię kościoła, stwierdzając, że mogą oni głosić je prywatnie jedynie w swoim własnym imieniu. Prelegent podaje przykład biskupa Kinga, którego papież pozbawił misji kanonicznej. Te drastyczne kroki - jak podkreśla ojciec Zięba - nie miały na celu dyskredytowania kogokolwiek, tylko ukazanie wyraźnej linii, jaką ma dążyć posoborowy kościół. Mimo odejścia części tradycjonalistów i progresistów, posunięcia te niewątpliwie uratowały kościół przed bardzo poważnymi problemami i ukazały wiernym, którzy chcieli iść za wskazaniami urzędu nauczycielskiego, drogę, jaką kościół podąża. Zasługa Jana Pawła II jest tu nie do przecenienia.
Ale rewolucje w samym kościele to tylko część trudności, z jakimi zetknął się papież już na początku swego pontyfikatu. W tym czasie bowiem - jak mówi Prelegent - światem wstrząsały dwie inne rewolucje, które - choć nie dotyczyły kościoła bezpośrednio, miały bardzo duży wpływ na jego losy, bo zaangażowało się w nie wielu katolików.
Pierwszą Z nich można by określić jako rewolucję marksistowską czy socjalistyczną. W latach sześćdziesiątych marksizm stał się bardzo popularny, zarówno na zachodzie Europy, jak i w tzw. krajach trzeciego świata. Szczególne znaczenie zaczął odgrywać w Ameryce Łacińskiej, gdzie wśród duchownych rozwinęła się tzw. teologia wyzwolenia. Teologia ta, u której źródeł leżą rażące kontrasty w poziomie życia na tym kontynencie i której wielu zwolenników było niewątpliwie ludźmi wrażliwymi, szczerze pragnącymi przyjść z pomocą biednym, była jednak nie do pogodzenia z nauką kościoła, dlatego nie mogła spotkać się z aprobatą Stolicy Apostolskiej. Walka klas, stanowiąca nieodłączny element idei marksistowskich, wraz z przyzwoleniem czy wręcz apoteozą socjalistycznej rewolucji, były dla papieża nie do przyjęcia. Szczególnie ostro krytykował on udział księży w lewicowej partyzantce (jak w Kolumbii czy w Urugwaju) oraz w rewolucyjnym rządzie w Nikaragui. Podkreślał, że nie można być jednocześnie duchownym i ministrem. Z drugiej strony Jan Paweł II wielokrotnie - w swych encyklikach i przemówieniach - stwierdzał jednoznacznie, że liberalizm ekonomiczny, który nie liczy się z człowiekiem, bo jedynym jego regulatorem jest wolny rynek, stoi również w sprzeczności z nauką społeczną kościoła. Nie chodziło mu jednak o pochwałę państwa opiekuńczego, które - jak podkreśla prelegent - jest mitem i nie wytrzymuje próby czasu, tylko o to, aby celem ludzkich działań nie był zysk za wszelką cenę, lecz by ważny był człowiek -osoba z jej wszelkimi prawami, z prawem do godnego życia włącznie.
I Wreszcie czwarta rewolucja, o jakiej mówi prelegent, to rewolucja seksualna na zachodzie Europy, która rozpoczęła się również w latach sześćdziesiątych. Wyraźne rozluźnienie obyczajów, jakie wówczas nastąpiło, pochwała swobody seksualnej, wpływająca negatywnie na instytucję małżeństwa i rodziny, nie mogła przejść bez echa w kościele, zwłaszcza, że uległo jej także wielu katolików. W tym samym czasie w kościele rzymskim panował rygoryzm w tej kwestii. Seks wciąż był tematem tabu, królowało odziedziczone po dawnych czasach przeświadczenie o wyższości sfery duchowej nad cielesną, które kazało widzieć popęd seksualny, a tym bardziej czerpaną z niego przyjemność, jako coś złego. Miał on służyć jedynie prokreacji, poza tym była to sfera, , uznawana za grzeszną. Na te dwie skrajne postawy - gloryfikującą seks i odmawiającą mu wszelkiego znaczenia - Jan Paweł II odpowiedział teologią ciała. Teologia ta zawarta jest w 130 papieskich katechezach, w których ciało - będące przecież tworem Boga i Jego świątynią - ukazane jest jako integralna część ludzkiej osoby, a zatem równa duchowej). Wynika z tego, że żaden z przejawów cielesnego działania nie jest sam w sobie zły ani grzeszny.
Prelegent nie wgłębia się w teologię ciała, nie przybliża jej słuchaczom. Cytuje natomiast jednego z katolickich intelektualistów, porównującego ją do bomby zegarowej z opóźnionym zapłonem, która kiedyś wybuchnie w kościele. Z tych słów wnioskuję, iż papieskie katechezy na ten temat nie są znane szerokim kręgom katolików.
Jan Paweł II - najwybitniejszy żyjący przedstawiciel chrześcijańskiego personalizmu, który przyczynił się bardzo do rozwoju tego prądu myślowego, kładł nacisk na znaczenie osoby jako podmiotu dziejowych procesów. Stąd podkreślanie prawa ludzi do godnych warunków pracy i godnego życia, stąd teologia ciała, stąd nieustannie pojawiająca się w jego pismach krytyka aborcji i eutanazji, będących - jego zdaniem - wyrazem powszechnej dziś "kultury śmierci"; stąd wreszcie upominanie się o prawa człowieka - każdego człowieka, niezależnie od jego światopoglądu. Prelegent stwierdza, że dla mieszkańców Europy zachodniej pojawienie się wątku praw człowieka w myśli i działaniu zwierzchnika kościoła katolickiego było nowością i zaskoczeniem. Prawa człowieka identyfikowano dotychczas z rewolucją francuską, a zatem z ruchem, którego ostrze było skierowane nie tylko przeciw despotycznym władcom, ale i przeciw kościołowi. Kościół kojarzony był z instytucją represyjną, broniącą raczej praw rządzących, a nie rządzonych. Papież jednak głośno i odważnie upominał się i upomina się nadal o prawa prześladowanych, więzionych, skazanych. Broni pokoju, ciągle o nim przypomina, sprzeciwia się kolejnym wojnom, choć nie jest przecież pacyfistą w hipisowskim stylu. W swym nauczaniu wskazuje wyraźnie, że szeroko rozumiane prawa człowieka wypływają wprost z Biblii, że już w Starym Testamencie Bóg staje po stronie słabszych i skrzywdzonych, a Chrystus - Zbawiciel świata i każdego człowieka - przynosi prawo miłości, w którym zawierają się wszystkie inne prawa.
Prelegent zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię, na którą nauczanie papieskie rzuciło nowe światło. Jest nią prawda. Postmodernistyczne myślenie, rozpowszechnione dziś zwłaszcza w Europie zachodniej, zakłada, że nie istniej jedna bezwzględna prawda, a ściślej mówiąc - nie ma w ogóle czegoś takiego jak prawda. Każdy ma swoją prawdę, tyle jest prawd, ilu ludzi, a każda z tych prawd jest jednakowo słuszna. W tej sytuacji używanie słowa "prawda" traci sens. Dla myślących w ten sposób prawda zdaje się być czymś wręcz niebezpiecznym, gdyż - w ich mniemaniu - musi mieć charakter opresywny. Ten kto mówi, że zna prawdę, staje się groźny, bo z pewnością będzie próbował narzucić ją innym. Stąd przerażająca jest dla ludzi zachodu mentalność muzułmanów, którzy twierdzą, że tylko oni znają prawdę. Mentalności postmodernistów bliższe jest raczej pytanie Piłata: "Cóż to jest prawda?". Odpowiedzią, jakiej udziela Jan Paweł II, jest wyraźne stwierdzenie o istnieniu obiektywnej, bezwzględnej prawdy, której poznanie wyzwala człowieka. Zapytany, jakie zdanie z Biblii jest - według niego - najważniejsze, odpowiedział: "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". Prawda chrześcijan - wbrew myśleniu postmodernistów - nie jest jednak opresywna, bo nie można jej narzucić przemocą. Narzucać można jedynie ideologię, a chrześcijaństwo jest religią odideologizowaną. Stąd usilne wołanie papieża o rachunek sumienia z kościelnych błędów, o oczyszczenie się z powiązań z inkwizycją, władzą świecką, warstwami posiadającymi i wszystkim tym, co czyni z chrześcijaństwa ideologię, z którą ono nie ma i nie powinno mieć nic wspólnego. Prawdę chrześcijańską - nieideologiczną (co podkreśla papież) może przyjąć tylko człowiek wolny.
Myślenie postmodernistyczne obecne jest również w kościele. Prelegent podaje ciekawy przykład: Podczas wizyty w Czechach papież chciał pojechać na grób błogosławionego Jana Sarkandra, zabitego przez protestantów. Biskupi czescy apelowali jednak do niego, aby tego nie robił, bo poróżni w ten sposób katolików z protestantami, wywołując podziały i wzajemną niechęć w społeczeństwie. Papież nie usłuchał głosu lokalnych hierarchów, odwiedził grób błogosławionego. Zaraz potem przybył jednak do grobów protestantów, zabitych w tej samej wojnie, ponieważ - jak powiedział - Bóg jest zawsze po stronie ofiar. Prelegent podkreśla, że w tym momencie papież opowiedział się za prawdą, a nie za tym, by przypodobać się ludziom.
Podobnie nieprzejednane stanowisko reprezentuje papież w kwestii ekumenizmu. Modli się i rozmawia z prawosławnymi, z protestantami, a także z Żydami, muzułmanami i wyznawcami innych religii. Przykładem może być modlitwa o pokój na wzgórzu w Asyżu, która wzbudziła zdecydowany sprzeciw tradycjonalistów katolickich. Zarazem jednak mówi wyraźnie, że pełnia prawdy i Bożego objawienia jest zawarta w kościele katolickim, a protestantów nazywa "braćmi odłączonymi", co jednoznacznie wskazuje na fakt, iż to oni odeszli od prawowiernego kościoła, a zatem są swego rodzaju odstępcami.
Warto na koniec zwrócić uwagę na polski akcent w wykładzie ojca Zięby. Starał się on usilnie, aby pokazać Ojca Świętego jako głowę całego kościoła, a nie tylko papieża-Polaka. Stwierdził jednak, że w myśleniu papieża wpływ polskiej świadomości jest bardzo widoczny. Szczególnie ciekawe i mało znane są - jego zdaniem odwołania Jana Pawła II do panującej w Polsce za rządów Jagiellonów tolerancji religijnej. Papież powołuje się m.in. na pisma Pawła Włodkowica, który w czasach, gdy gdzie indziej panował absolutyzm i wynikłe z reformacji podziały, , mówi o szacunku dla wyznawców innych religii, dla Żydów, a także o konieczności zmiany stosunku do chłopów. Cytuje też słowa Erazma z Rotterdamu, który powiedział: "Polska jest moja". Powołanie się na Pawła Włodkowica - jak mówi prelegent - wywołało zdziwienie na zachodzie, gdzie nikt o nim nie słyszał. Tymczasem papież pokazał, że myśl polska wyprzedza o co najmniej dwa wieki francuskie oświecenie, wraz z jego ideami wolności, równości i braterstwa.

W opisywanym wykładzie Jan Paweł II pokazany jest przez ojca Ziębę jako człowiek, który nie boi się wyzwań. Nie przeraża go pojawienie się trudności, nie ucieka przed nimi, lecz wychodzi im na przeciw i próbuje sprostać. W momentach szczególnie trudnych dla kościoła wykazał wielką mądrość i stanowczość, połączoną z delikatnością.
Dla papieskich wypowiedzi charakterystyczna jest ich jednoznaczność. Papież nie ucieka w eufemizmy, nie używa oględnych sformułowań, mających nikogo nie urazić, nie dąży do przypodobania się komukolwiek. . Przeciwnie - z wielką odwagą mówi o sprawach, które są dla niego bolesne, nazywa rzeczy po imieniu. Krytykuje aborcję i eutanazję oraz rozwiązłość seksualną, prowadzącą do upadku rodziny, oskarża tych, którzy wywołują wojny i którzy odpowiadają za ich przedłużanie, a także ludzi i instytucje, odpowiedzialne za nędzę na świecie. Postępowaniem takim naraża się wielu ludziom, którzy woleliby w nim widzieć poczciwego starszego człowieka, oklaskiwanego przez tłumy za to tylko, że jest. Prelegent pokazuje jednak, że stanowisko niektórych krytyków papieża ewoluowało wraz z wgłębianiem się w jego nauczanie. Cytuje jednego z lewicowych intelektualistów, który na początku lat osiemdziesiątych napisał, że Jan Paweł II reprezentuje nurt w kościele, dążący do ujednolicania i uniformizmu. Kilka lat później stwierdził natomiast, że papież ma rację, krytykując mentalność postmodernistyczną, wedle której wszystko jest jednakowo dobre i słuszne. Z pewnością więc papież jest znakiem sprzeciwu, ale wzbudza też szacunek swą konsekwentną postawą nawet u tych, dla których to co mówi nie zawsze jest wygodne.
Trzygodzinny wykład, który starałam się zrelacjonować, zrobił na mnie duże wrażenie. Nauczanie papieża skondensowane w pigułce wydało mi się fascynujące i godne większego zainteresowania. Zrozumiałam jednocześnie, że naprawdę jest ono mało znane i że być może trzeba jeszcze wielu lat, aby pod postacią kochanego (zwłaszcza w Polsce) papieża-pielgrzyma dostrzec człowieka wielkiego umysłu i wielkiego ducha, który naprawdę przemienił świat.



Katarzyna Szczepanek






Copyright 2006-2009 Katarzyna Szczepanek