
O mnie |
Co nowego |
Najbliższy koncert |
Publikacje|
Koncerty |
Słuchacze mówią |
Co wynika z myślenia|
Msza za Srebrenicę |
Archiwum |
Napisz do mnie |
Trudno ratować innych, gdy każdego dnia trzeba samemu walczyć, żeby przeżyć. Do tego trzeba być bohaterem, a na heroizm stać zawsze niewielu ludzi. Skoro w warunkach pokoju ludzie, nie znoszący bezsilnego współczucia, przyzwyczajają się do cudzego cierpienia, to co dopiero w warunkach wojny, gdy sami są zagrożeni. Tekst jest zbiorem moich osobistych refleksji po wykładzie Haliny Bortnowskiej, publicystki z wieloletnim doświadczeniem, która zajmowała się m.in. tematem antysemityzmu. Wykład został wygłoszony na obozie dla uczestników warsztatów dziennikarskich dla studentów, w którym brałam udział. Ukazał się w nieistniejącym już internetowym dzienniku informacyjnym "Super-Nowa". Wokół Polaków i ŻydówPoczątkowe wątpliwościZajęcia na temat antysemityzmu. Gdy Halina je zapowiedziała, pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, brzmiała: "znowu o tym!". Ten temat zawsze pojawia się na naszych obozach, wydawało mi się więc, że już wystarczająco dużo o tym mówiliśmy. Ale to nic - pomyślałam, mogę posłuchać, może dowiem się czegoś nowego. Temat antysemityzmu i stosunków polsko-żydowskich sprawia mi zawsze dużą trudność. Nie potrafię jednoznacznie wypowiedzieć się w tej kwestii. Nie identyfikuję się w żaden sposób z tymi, którzy w każdym szukają Żyda i winią tę nację za wszystko zło tego świata. Jeżeli Polacy dokonali zbrodni w Jedwabnem, to z pewnością należało za nią przeprosić. Wiem, że nie trzeba oglądać się na innych (kto nas przeprasza), tylko przyjrzeć się własnym winom, bo jedynie za nie jesteśmy odpowiedzialni. Przepraszamy Ukraińców, przeprosiliśmy i Żydów - zgoda! Coś mi jednak nie pasuje, czuję, mimo najszczerszych chęci, że w kwestii stosunków polsko-żydowskich nie wszystko gra. Wciąż jest jakaś bariera. Tak, bardzo mnie denerwuje, że wielu Żydów oskarża Polaków o holokaust, a co najmniej wini nas, że nic nie zrobiliśmy, żeby go powstrzymać. Przecież Polacy żyli pod okupacją, stale ich zabijano, a mimo to wielu narażało swoje życie, by pomóc Żydom, wielu za to zginęło. W innych państwach, kolaborujących z Niemcami, wydawano Żydów władzom, a jednak nikt ich nie oskarża o holokaust. Co my jesteśmy winni, że u nas było tak wielu Żydów i że to właśnie tu Hitler zbudował obozy koncentracyjne? Przed wybuchem wojnyHalina mówi, wszyscy słuchamy. Porusza kwestię chrześcijańskiego antyjudaizmu. Cóż, myślę sobie, to bardzo prymitywne. Gdyby Jezus urodził się w Polsce, zapewne też spotkałaby Go śmierć. Przecież ludzie niewiele się różnią. Gdy Halina zaczynała wykład, nie zamierzałam niczego notować. Wszystko to już wiem, myślałam. Zaciekawił mnie jednak temat antyjudaizmu. Zaczynam notować. Od tej chwili notuję aż do końca. Imponuje mi to, że Żydzi kultywowali naukę i że z tego powodu umieją sprawnie myśleć, analizować, wnioskować. Prelegentka mówi o biednych Żydach, którzy - aby podnieść swoją pozycję - wstępowali do Partii Komunistycznej, gdzie ich pochodzenie nikomu nie przeszkadzało. Czuję, że ich rozumiem, oni widzieli w tym szansę na społeczny awans. Śpiewa o tym Jacek Kaczmarski w słowach: "Bo ja chciałem być kimś, bo ja byłem Żyd, a jak Żyd nie był kimś, to ten Żyd był nikt". Pod okupacjąDochodzimy do czasów okupacji niemieckiej. Halina mówi o bezsilności Polaków wobec zagłady Żydów, wobec własnej tragedii i ciągłego zagrożenia życia, wobec ogólnego bezprawia. Ta bezsilność - jak każda - powala i niszczy, ta bezsilność czyni ludzi obojętnymi. Górująca nad wszystkim zwyczajna chęć życia każe cieszyć się, że "to nie do nas strzelają". Trudno ratować innych, gdy każdego dnia trzeba samemu walczyć, żeby przeżyć. Do tego trzeba być bohaterem, a na heroizm stać zawsze niewielu ludzi. Skoro w warunkach pokoju ludzie, nie znoszący bezsilnego współczucia, przyzwyczajają się do cudzego cierpienia, to co dopiero w warunkach wojny, gdy sami są zagrożeni. A jednak znajdują się tacy, którzy przezwyciężają lęk i pomagają Żydom. Tyle że z żydowskiego punktu widzenia jest ich niewielu, pomoc jest udzielana po cichu, mało kto o niej wie, czasem towarzyszą jej upokorzenia. Dla Żydów zamkniętych w Getcie, przeznaczonych na zabicie, pomoc ta prawie że nie istnieje. Próbuję wczuć się w ich sytuację, staram się zrozumieć ich osamotnienie. Przypomina mi się los bośniackich Muzułmanów w czasie wojny w Bośni i Hercegowinie z lat dziewięćdziesiątych, osaczonych przez wrogów, opuszczonych przez świat, którym nie pozwolono nawet się bronić. Z różnych perspektywWykład się kończy, czas na pytania, na refleksje i własne wnioski. Zastanawiam się nad tym, co usłyszałam i odczułam. Próbuję to zestawić z moim dotychczasowym punktem widzenia. Nadal przykro mi, że Żydzi oskarżają nas o holokaust. To smutne, że ich wycieczki do Polski zazwyczaj zaczynają się i kończą w Oświęcimiu, a w najlepszym razie Oświęcim jest ich centralnym punktem. Przychodzi mi jednak do głowy myśl, że podobnie jak my widzimy wojnę przez pryzmat polskiej hekatomby, tak i oni nie potrafią wznieść się ponad to, co widzą z własnej perspektywy narodu, który miał przestać istnieć. Nasuwa mi się pytanie: a może nikt im nie powiedział, że za pomoc Żydowi Polakom groziła śmierć? Ale jak to - przecież ci, którzy przeżyli okupację, często dzięki Polakom, chyba musieli o tym wiedzieć? Czuję wewnętrzne rozdarcie. I znów wraca świadomość innej perspektywy, z jakiej patrzymy na ten dramat; perspektywy, która każe Żydom widzieć w obojętnych w większości Polakach wspólników w zbrodni, a nam nie pozwala otworzyć się na Żydów i stawia nas w pozycji atakowanej twierdzy, która musi się bronić. Może zamiast zamykać się we własnych pretensjach, powinniśmy wyjść do nich i starać się wyjaśniać, tłumaczyć, rozmawiać? Pytania pozostają. Nie daję na nie jednoznacznej odpowiedzi. Czuję jednak, że we mnie pękają jakieś lody, coś się zaczyna łamać. Nie spodziewałam się tego. Cieszę się więc, że mogłam usłyszeć ten wykład. Katarzyna Szczepanek |